Włóczykij

Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży "Włóczykij"

Wywiad z Andrzejem Dybczakiem, autorem książki oraz filmu "Gugara"


W księgarniach pojawiła się książka "Gugara" - debiut młodego etnologa Andrzeja Dybczaka - opowiadająca o ginącej kulturze syberyjskich Ewenków. Na licznych festiwalach filmowych triumfy świeci film o tym samym tytule, nakręcony wspólnie przez Andrzeja Dybczaka oraz Jacka Nagłowskiego. "Gugara" była pokazana m.in. na festiwalu w Cannes, a także zdobyła główną nagrodę w konkursie polskim na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Poniżej wywiad z autorem książki oraz filmu, który wkrótce odwiedzi Gryfino.




Przemek Lewandowski: Andrzej, zanim nakręciliście "Gugarę" byłeś u Ewenków na Syberii wcześniej. Mnie bardzo ciekawi ten twój pierwszy raz. Kiedy to było i dlaczego akurat wybrałeś Syberię?



Andrzej Dybczak: Już minęło parę ładnych lat od tego. Trudno mi się mówi o powodach całej tej Syberii, bo musiałbym się zacząć bardzo tutaj uzewnętrzniać. Potrzeba wyjazdu tam, to było coś bardzo skrytego i prywatnego przez długi czas, i jak się nad tym zastanawiam teraz to widzę tą swoją pierwszą podróż jako coś w rodzaju inicjacji. Pojechałem sam realizować swoje wielkie marzenie, ale z duszą na ramieniu i olbrzymimi wyrzutami sumienia, że trzeba było wydać na to pieniądze, których się nie miało, opuścić na trochę ludzi, którzy nie chcieli być opuszczeni itd. A jeśli chodzi o taki bezpośredni powód to pomijając teorię pewnego krakowskiego astrologa natury raczej metafizycznej, to tak naprawdę szukałem krajobrazu gdzie ludzie nie znaczą nic. Moja młodość minęła mi na siedzeniu w lasach otaczających miejsce gdzie się wychowałem, Krynicę Górską. Czułem potrzebę rozszerzenia tego krajobrazu, znalezienia się w miejscu gdzie las ciągnie się aż po horyzont, i gdzie nie będę musiał się wkurzać na cholernych narciarzy, którzy znowu chcą wyciąć jakiś jego kawałek, żeby mieć z czego zjeżdżać. Jest tylko jedno miejsce, które jak mi się wydawało może spełnić te warunki i to była Syberia. No i jeszcze ludzie, którzy jak mi się wydawało wyrastają ze swojego krajobrazu bardziej niż my. Oczywiście pierwszy pobyt tam, wiele rzeczy mi wyjaśnił o Syberii i o mnie samym, naprawdę piękna to była lekcja. I choć nie było całkiem kolorowo to wróciłem tam jeszcze dwa razy. Chyba wrócę jeszcze przynajmniej z raz.



Później była książka. Kiedy dojrzałeś do tego, aby ją napisać?



To było po drugim wyjeździe. Poznałem przyszłych bohaterów książki i filmu. Spędziłem z nimi trochę czasu. W ogóle pod wieloma względami to było o wiele bardzie dojrzałe doświadczenie niż za pierwszym razem. Pełniejsze. Po powrocie nie mogłem usiedzieć na miejscu a tu proszę, koniec studiów i trzeba było się zabrać do roboty, żeby mieć z czego żyć. Nie lada wyzwanie dla magistra etnologii. No i tak trafiłem da warszawskiej agencji reklamowej. Po dwóch miesiącach usiadłem, wziąłem zeszyt w kratkę i zacząłem pisać. Po dziesięciu miesiącach nocnego pisania zrezygnowałem z pracy i razem z żoną wróciłem do Krakowa, a po kolejnych ośmiu miesiącach już tylko pisania postawiłem ostatnią kropkę. Czułem, że muszę. Potem pojawił się problem jak tu znaleźć wydawcę, nikt o człowieku nie słyszał to jak kogoś namówić? Wysłałem rękopis do dwóch wydawnictw, Czarnego i Zielonej Sowy, która jest tutaj po sąsiedzku. Czarne mnie, że tak powiem olało, a z Zielonej Sowy natychmiast przyszła odpowiedź, że biorą. Potem rękopis jeszcze się kurzył przez rok w biurku u redaktorów aż do nagrody Fundacji Kultury dla najlepszego rękopisu, którą Gugara dostała w styczniu 2008. Książka się ukazała i tak się złożyło, że i film parę miesięcy potem miał premierę.



Jak doszło do realizacji waszego filmu? Kiedy pojawił się pomysł na wspólne reżyserowanie z Jackiem i jak rozkładały się wasze role?



Kiedy zakończyłem pracę nad książką i to dosłownie na parę dni po tym nagle pojawił się w moim życiu Jacek i Agnieszka, która jest jego dziewczyną i producentką. Razem mają swoją Centralę. Jacek pracował nad małym filmem promocyjnym dla stowarzyszenia gdzie pracowała moja żona. Odwiedził nas, ja cały w szale po pisaniowym, obłęd w oczach, twarz nie golona, dziurawe skarpetki i Jacek, który był już wtedy zmęczony oczekiwaniami, które czuł na sobie po Katatonii, żeby zrobić zaraz drugą fabułę, i jaka to ona będzie czy da czy nie da rady. Chciał się oderwać. Zaczęliśmy rozmawiać i tak całą noc gadaliśmy we czwórkę, bo jeszcze moja żona była. I wtedy ten mój prywatny, zagrzebany gdzieś głęboko w środku temat, stał się czymś wspólnym. Zdecydowaliśmy się, że robimy film. I tak poszło. Wiadomo nie mieliśmy pieniędzy, doświadczenia, ale dużo chęci. No i jeszcze operatora Patryka Jordanowicza gotowego bez zmrużenia oka się w to wszystko wpakować. Chyba dużo w sumie mieliśmy. No i Agnieszkę właśnie, której doświadczenia w produkcji akurat nie brakowało. Nasze role były przez cały czas zdjęć wymieszane. Wymienialiśmy się funkcjami i wspólnie we trójkę (Ja, Jacek, Patryk) dochodziliśmy do pewnych wniosków. Film w odróżnieniu od literatury to praca zespołowa. Ja filmowcem stawałem się podczas zdjęć do Gugary, Jacek i Patryk mieli już za sobą jeden film, więc oni bardziej zdawali sobie sprawę z pewnych ograniczeń, jakie to medium posiada. Mieliśmy koszmarne kłótnie kiedy musieli mnie co do pewnych rzeczy uświadamiać.



Kręcenie w egzotycznych warunkach filmu, który nosi wyraźne cechy etnograficznego, wymaga zazwyczaj dużej symbiozy z autochtonami. Wielkim atutem waszego filmu jest to, że udało wam się uzyskać "przeźroczystość". Pomimo, że wasza obecność w filmie jest zauważalna nie traktowani jesteście jak intruzi.



Ja tych ludzi znałem z wcześniejszego pobytu, stali mi się bardzo bliscy, pisałem listy, potem książkę gdzie codziennie z nimi obcowałem w swojej głowie. Ale i tak wydaje mi się, że kwestia przeźroczystości, jak to ująłeś, to nie jest kwestia techniczna. To zależy od decyzji, jaki film chce się zrobić i jak poprowadzić narrację. Prawdziwa przeźroczystość nie jest możliwa, chyba, że się jest Bogiem, ale nawet tutaj ludzie wiedzą, że są pod obserwacją i starają się koniec końców wypaść jak najlepiej. Oni po prostu zgodzili się na filmowanie i jestem im za to bardzo wdzięczny. Inna sprawa, że do pewnego stopnia byliśmy intruzami, ale to już obciąża tylko nasze sumienia, z ich strony mieliśmy rodzaj obojętnego przyzwolenia.



Czy sytuację degradacji tradycyjnego sposobu życia Ewenków, którą ukazujecie w filmie można traktować jako charakterystyczną w ogóle dla ludów Syberii?



Myślę, że tak. Wielu ludzi podróżuje po Syberii, robi się tam dużo filmów, ich relacje są bardzo podobne. Poza tym to była część jednego organizmu ZSSR a ci panowie obdzielali swoimi dobrodziejstwami każdego po równo. Zresztą wydaje mi się, że podobny los spotyka tak zwaną rdzenną ludność na całym Bożym świecie, Skandynawia, Ameryki, Papua Nowa Gwinea, Australia, Afryka. Część z tego, a mam tu na myśli utratę dotychczas pojmowanego świata wartości, tradycji, tożsamości, w globalizującym się świecie dotyka też nas, choć wydawałoby się, że Polacy to niby tacy brązowi herosi, jeśli chodzi o przywiązanie do tradycji. Mam wrażenie, że teraz na świecie zachodzą jakieś obłąkańczo szybkie procesy ujednolicania, tworzenie jakiejś monokultury. Być może miało to miejsce już wcześniej, ale mnie żyjącego tutaj i teraz to przeraża. Czasami ludzie mówią mi, że nasz film jest za smutny i, że przecież my pokazujemy tylko wióry, które lecą w wielkim tartaku postępu i w gruncie rzeczy ulepszania świata. W końcu Ewenkom żyje się lepiej w domach przy telewizorach niż w zimnych namiotach w środku lasu. Sam nie wiem, ja nie lubię postępu, wolałbym spokojne trwanie, żeby wszystko było mniej więcej takie, jakie jest. A tu te wszystkie zmiany, przy których zniszczenia są nieuchronne. Szkoda mi tych wiórów, to świat, który znam.



Trudno było kręcić na Syberii? Jak wyglądał wasz dzień powszedni?



Myślę, że nie jakoś specjalnie trudno. Sprzętowo tak, parę razy nam wysiadała kamera i myśleliśmy, że już po ptakach. Nie życzę nikomu takiego uczucia, w dodatku pomnożonego o te parę razy. Głównie chodziło o wilgotność powietrza, cyfrowy sprzęt wariował. Ale szczęśliwie suszyło się kamerkę przy ognisku albo no słońcu i działała dalej. Tylko po powrocie facet w serwisie dziwił się, że nigdy wcześniej nie widział meszek poprzyklejanych do głowicy kamery. Każdy tego typu wyjazd w tego typu miejsce to naprawdę wyzwanie logistyczne. Jak wyruszyliśmy o 4:50 z mieszkania Agnieszki i Jacka w Łodzi na pociąg do Warszawy i dalej, obładowani tym wszystkim tak, że nie tylko nogi nam się gięły ale i ręki nikt nie miał wolnej i jak musieliśmy na ten dworzec jechać dwoma taksówkami myślałem, że to wszystko się nie uda. Już wtedy kombinowałem jak przekonać pilota An-2 żeby nam to wszystko zabrał i co powiem współpasażerom, że niby, dlaczego oni nie mogą zabrać swoich ziemniaków, silników do łodzi, sprzętu itd., a my możemy nasz. Uff. No i sama Syberia też bywa trudna, trzeba się przystosować, a nie każdemu to przychodzi łatwo. A tak, to wstawaliśmy rano, Patryk łapał kamerę i tak szło z dnia na dzień.



Jak dużo było w "Gugarze" improwizacji? Czy jadą w tajgę byliście pewni co chcecie kręcić i jak wasz film będzie wyglądał?



Na tydzień przed wyjazdem na zdjęcia dostałem wiadomość, że Dymitri i Taiana stracili całe swoje stado. Od tego momentu wiedzieliśmy, że nie zrobimy filmu o pasterzach reniferów, najwyżej o byłych. Gugara to dźwięk dzwonka używanego przez pasterzy. To tytuł książki i tam ten dźwięk rozbrzmiewa. W filmie jest już utratą, która się wspomina. Na miejscu w trójkę dyskutowaliśmy i wiedzieliśmy mniej więcej, co filmować i jakie są założenia. Mieliśmy jasność, co do sposobu filmowania i koncentrowania uwagi, narracji. Ale tak naprawdę film powstał podczas 10 miesięcy montażu, kiedy siedzieliśmy z Jackiem przy komputerze, próbując opowiedzieć tą historię w optymalny sposób. Wszystkie sceny filmu są prawdziwe, nie dokonywaliśmy żadnych inscenizacji. Inscenizowaliśmy już tylko na poziomie montażu dobierając ujęcia, a także w kilku miejscach stosując grafikę komputerową, co było konsekwencją naszych decyzji odnośnie kształtu filmu.



Czy wasi bohaterowie widzieli wasz film? Zobaczą?



Jeszcze go nie widzieli, ponieważ wciąż przygotowujemy ostateczną wersję DVD. Zobaczą go na pewno i to wkrótce. Trochę denerwuję się co powiedzą.



Odnieśliście duży sukces. Wasz film był już pokazywany na dużych zagranicznych festiwalach. W Polsce zdobył jedną z najważniejszych nagród czyli Grand Prix Krakowskiego Festiwalu Filmowego Złotego Lajkonika. Co to dla ciebie oznacza?



Jeszcze nie wiem. To ogromny zaszczyt, naprawdę. Nie śniłem nawet o tym a tu jest, lajkonik hyca w kuchni. Postawiłem go w kuchni, bo na półce w salonie się boję. Jest trochę niestabilny i martwiłem się, że mógłby spaść na moją córeczkę, przy tej wadze mogłoby się to skończyć tragicznie. W dodatku zawsze to trochę pieniędzy, spłacę długi. Może ktoś spojrzy łaskawszym okiem na jakiś kolejny projekt.



To może na koniec coś o przyszłości. Jakieś plany?



Marzę o napisaniu kolejnej książki. Boję się tego równocześnie, bo literaci zarabiają jeszcze mniej od dokumentalistów i nie wiem jak to wytrzyma moja żona Magda. Jest dzielna, więc pewnie damy radę. Dla mnie pisanie to spokój i kontemplacja, przy filmie tak nie jest. Chciałbym dzięki tej książce, chociaż trochę się jeszcze jakoś duchowo posunąć do przodu, może się uda. No i mam też gotowy pomysł na dokument, ale tego boję się nawet jeszcze bardziej. Będzie trudny, technicznie i tematycznie. Generalnie to spróbuję się z tym wszystkim nie spieszyć. Może usłyszymy się za jakieś parę lat w związku z tym?



Zamów karnet

Archiwum

12. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij11. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij10. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij9. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij8. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij7. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij6. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij5. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij4. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij3. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij2. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij1. Gryfiński Festiwal Miejsc i Podróży Włóczykij

Kontakt

Spiritus Movens - Przemek Lewandowski - fluxoplazma@gmail.com
Biuro festiwalu - Gryfiński Dom Kultury - sekretariat@gdk.com.pl

Dołącz do nas Włóczykij na FB

Projektowanie stron internetowych - kostek.net