Włóczykij 2009




Podróżnicze wieści

Zobacz wcześniejsze edycje festiwalu Włóczykij

    11

    10

    9

    8

    7

    6

    5

    4

    3

    2

    1

Wspomnienia z III Gryfińskiego Festiwalu Miejsc i Podróży "Włóczykij"

28.02.2009

I tak niesamowicie szybko minęło dziesięć wyjątkowych dni, od kiedy Włóczykij podpierając się wędrowną laską, swe podróżnicze stopy postawił w Gryfinie. Najpierw otulonym lekką, puchową kołdrą śniegu, która szybko stopniała, pozostawiając miasto w brudnych, całkiem niemalowniczych roztopach. Mokro, zewsząd wyłaniała się szarość, miasto tonęło w kałużach, ale nie miało to żadnego znaczenia. Zawitała wiosna ze swą fascynującą zielonością, tak jakby zieleń zeszła z prosto z drzew... Włóczykij przyniósł optymizm i radość, choć tak trudno zapamiętać wszystko, porównać prezentacje, bo każda ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Był oknem, wychodzącym na świat pełen niezwykłości, zapachów, smaków, obrazów zapadających w pamięć, kolorów, czasem pstrokatych barw prosto z tętniącego życiem azjatyckiego targu, zderzeniem kultur, rytmem, który nam europejczykom, żyjącym w rytm wskazówek zegara, trudno jest uchwycić. Był smakiem pielmienie i soljanki, żywiołową muzyką Żywiołaka i energetyczną słowackiego Polemic. Wniósł powiew młodości, ale nie tej, wyłaniającej się z metryk, ale będącej pochodną ciekawości poznania i spontanicznej radości. Zawsze w zielonym kolorze, kolorze nadziei.

Publiczność

Włóczykijowa księgarenka

Koncert Polemic

Czasem pachniał balsamiczną żywicą i lasem, niekiedy wiatrem pustyni, kiedy indziej przemierzał białe, bezkresne przestrzenie desperacko walcząc ze śnieżnymi odmętami, z głodem i oporem zmęczonych od nieustannego wysiłku ciał, zamarzających kończyn (jak w wyprawie Marka Klonowskiego i jego pozytywnie zakręconego kolegi na Mount Logan) i kaprysami zmiennej jak kameleon pogody, niebezpiecznymi żywiołami. Bywało, że niemal ocierał się o śmierć, jak w relacji z eksploracji egzotycznego Gabonu, czy wspomnieniach z wyprawy Davida Kaszlikowskiego i Elizy Kubarskiej "Grenlandia - Zderzenie żywiołów". Pozwalał pokonywać własne słabości i dokonywać rzeczy ekstremalnych, o czym mogliśmy przekonać się obserwując zmagania tych, którzy odważyli się wziąć udział w nocnym rajdzie na orientację, prowadzącym przez niekiedy trudne do przebycia drogi naszego powiatu, z ustawioną wysoko poprzeczką, dla tych, dla których nie jest to sport, a jedynie fantastyczna przygoda. Dzięki jego obecności poznaliśmy lepiej to, co całkiem blisko nas, na wyciągnięcie dłoni, a co buduje naszą lokalną tożsamość. Jak to napisał Pan Marian "Nawet kilkugodzinna przejażdżka po najbliższej okolicy przynieść może niespodziewane odkrycia. Trzeba tylko patrzeć i widzieć".

Uczestnicy nocnego pieszego rajdu na orientację Włóczykij Trip Extreme

Prezentacja "Zastopować świat - Iran, Turkmenistan, Uzbekistan"

Degustacja potraw kuchni włoskiej

I zawędrował do pobliskiego Kołbacza, do Klasztoru Cystersów, z surowością i powagą tamtejszych murów, które swą świetność przeżywały w średniowieczu. I w tej przepięknej scenerii jeszcze jedna zasługująca na uwagę perełka, niesamowicie smutna w swej rezygnacji opowieść o kulturze, która zanika, nieodłącznie związanej z wypasem reniferów, ludziach, przygnębiających swoją bezradnością wobec pochłaniającej ich rzeczywistości, niemal bezwolnych, gdzie spirytus techniczny zbiera swoje bogate żniwo. Wymierająca kultura Ewenków w dokumencie Andrzeja Dybczaka i Jacka Nagłowskiego "Gugara". Z reżyserem mieliśmy przyjemność spotkać się po pokazie.

Wystawa "Wielki błękit"

Wycieczka do Kołbacza

Marcin Obałek, który jeździ traktorem dookoła świata

Czasem Włóczykij był subtelną opowieścią o samotnej wyprawie, jak w prezentacji pierwszego obcokrajowca na Włóczykiju Giuseppe Campanella, który samotnie rowerem odbył podróż z Sycylii na północ kontynentu, przeważnie jednak bluesem na dwie lub więcej gitar. Niewidzialną nicią połączył różne zakątki świata: malowniczy Bajkał, Syberię, góry Ałtaj, Indie i Nepal, mroźną Grenlandię, przemierzaną na wielbłądach jedną z najgorętszych pustyni świata - Saharę. Czasem ukazywał piękno w najczystszej postaci, urzekające zdjęcia w prezentacji o Albanii Andrzeja i Barbary Pasławskich, nieskażone jeszcze dotykiem cywilizacji i zachwycające swoją naturalnością, kiedy indziej urok trudnych do przebycia, rozpadających się dróg, ale też smucił obnażając nędzę mijanych wiosek, której towarzyszyła jednak radość, życzliwość i spontaniczność tamtejszych mieszkańców. Nie zawsze było pięknie, czasem woda była bardziej mulista, napotkani ludzie zawracali w połowie drogi, bywały chwile załamania. Ukazywał przeróżne paradoksy ludzkiej egzystencji, jak w prezentacji "Korea Północna - kraj dwóch panów K" Jacka Govenlocka, czy bawiącej niemal do łez prezentacji Arkadiusza "Aruna" Milcarza o Indonezji. Pozwalał też dotknąć tajemnicy, czegoś niezrozumiałego, zetknąć się z duchami malgaskich przodków.

Koncert Peyoti for President

Prezentacja "Zaćmienie słońca na Ałtaju"

Statuetki za najlepszy film i najlepszą prezentację festiwalu

Myślę, że jego duch obecny jest cały czas i po troszku w nas zostaje. Aż do następnego roku. Jego wędrówka cały czas trwa: jest w nas, widzach, którzy widzieli prezentacje, w podróżnikach, którzy planują kolejne wyprawy, gdzieś hen na koniec świata albo i tu całkiem blisko, bo przecież niezwykłe jest jedynie to, co sami za takie uznamy. Nasze maleństwo z roku na rok się rozrasta, co niesamowicie cieszy, ale z drugiej strony, paradoksalnie jakąś małą cząstkę mojej duszy ogarnia żal, bo jak wiadomo, we wspomnieniach to zawsze początki są najpiękniejsze.

Pilotka

» powrót «